Z PAMIĘTNIKA BEZPIECZNIKA, CZYLI SCENKI RODZAJOWE PALCEM BEZPIECZEŃSTWA DOTKNIĘTE.

Autor: Jan Kapusta

Scena 9, czyli o miłości i jej z bezpieczeństwem związku.

Wiosna... Święta... Natura budząca się z zimowego snu... promienie słońca coraz mocniej pieszczące twarze tych, którzy niczym automatycznie sterowane fotoogniwa kierują swe lica w stronę energetycznych wiązek światła... Miłość... MIŁOŚĆ! Czymże jest miłość i czy ma związek z bezpieczeństwem (inny niż troska o higienę, związana z szeregiem chorób przenoszonych drogą płciową)?

Samo słowo „miłość” wysłane w sieć i przechwycone może wyglądać tak: 109 105 136 111 152 134, o ile spojrzeć na decymalny jego zapis z użyciem tablic ASCII. Jeżeli analizowany tekst będzie przedstawiony w zapisie szesnastkowym, to oczom naszym ukaże się: 6D 69 88 6F 98 76. Trudno tutaj powstrzymać się od uwagi, że litera „i” w zapisie „hexa” wydaje się najbardziej ociekającą seksem ze wszystkich dostępnych znaków (69). Zapewne osoba zajmująca się informatyką śledczą może trafić na to słowo w ramach czynności, które są jej chlebem powszednim. Na szczęście dostępne narzędzia dostarczą osobie z tym fachem w ręku informacje o tym, co się kryje za ciągiem znaków i nawet nie trzeba się bardzo zastanawiać nad tym, w jakiej części pakietu to słowo się znajduje.

Powstaje jednak pytanie: Po co w ogóle ktoś miałby się nad „miłością” w pakiecie zastanawiać? Można tu sięgnąć do kryminologii i zastanowić się, ileż to różnych przestępstw na przestrzeni dziejów z miłości popełniono, by dojść do przekonania, że miłość zawsze jest z czymś w pakiecie, choć nie zawsze tym wysłanym z protokołem IP. Miłość oraz powiązane z nią zazdrość czy nienawiść, którą od miłości dzieli zaledwie cienka linia, prawdopodobnie od początków ludzkości popychają nas w różne rejony mocy… również jej mrocznej strony. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie miłość stoi u podstaw bezpieczeństwa. Jeżeli nie jest to miłość do innej osoby (spokrewnionej lub nie), to miłość do dóbr materialnych, wygody, stylu życia lub boga/bogów. Miłość może być tym, co chronimy, możemy też bronić się przed miłością lub jej konsekwencjami czy konkurencją w miłości. Może ona być też narzędziem w rękach tych, którzy bardziej od drugiego człowieka miłują coś innego. Mało to osób padło ofiarą naciągaczy żerujących na zauroczonych w nich niewinnych ofiarach? I mowa tu nie tylko o oszustach matrymonialnych, ale też na przykład o tzw. metodzie na wnuczka. Czyż strata będąca efektem wprowadzenia w życie tej metody nie bierze się z miłości i chęci pomocy bliskim?

Janek, wyraźnie w melancholijnym nastroju, prowadził wieczorne rozważania nad miłością w bezpieczeństwie. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co go w ten nastrój wprawiło; wiosna czy sprawa, którą się zajmował… Może to, że siedział właśnie w gronie współpracowników przy świątecznym stole, a może wszystko po trochu. Bezpiecznik obserwował, jak profesjonalnie rozmawiają ze sobą osoby, które na co dzień nie pałały do siebie wielką miłością, żeby nie powiedzieć, że raczej się nie lubiły, a co najwyżej żywiły do siebie życzliwą neutralność. Właściwie było mu to prawie obojętne, ale że bezpieczeństwo w miejscu imprezy firmowej leżało w zakresie jego obowiązków, był ciekaw, czy może dzisiaj coś tutaj zaiskrzyć. Oczywiście nie o prawdziwy płomień chodziło, bo to, czy obiekt spełnia przepisy pożarowe i czy w razie „Wu” będzie można bezpiecznie się ewakuować, już sprawdził. Apteczkę też sprawdził, więc właściwie jeśli doszłoby do jakiejś przepychanki, można by śmiało komuś plasterek przykleić. Sam potrafił to zrobić, bo przeszedł stosowne szkolenie z pierwszej pomocy przedmedycznej.

Zastanawiał się również nad tym, jakiego rodzaju sprawy, z którymi miał do czynienia w przeszłości, miały związek z miłością i jak je skategoryzować. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to oczywiście przemoc w miejscu pracy. Niejeden raz romans między współpracownikami odkrywany zostawał przez małżonka jednego z kochanków, a następnie dochodziło do sytuacji, w której wspomniany małżonek bądź małżonka odwiedzali zakład pracy wiarołomcy, by wyjaśnić – zwykle w dość emocjonujący sposób – kto do kogo należy i na czym polega szkodliwość prób rozbicia rodziny. Bywało też, że równie ekspresyjnie wyrażane były odczucia pracowników ze złamanym sercem, które krwawiło obficie wskutek bycia niecnie wykorzystanym i porzuconym lub zwyczajnie odrzuconym.

Na szczęście dziś przy stole siedział tylko jeden „ekskochaś”. O wizycie jego żony w biurze chyba wszyscy obecni na świątecznym spotkaniu słyszeli, lecz niewielu było takich, którzy na własne oczy mogli zobaczyć to spektakularne wydarzenie. Wspomniana sytuacja nie dość, że w chwili, gdy do niej doszło, przysporzyła sporo kłopotów obecnym tam ludziom, bo nikt nie wiedział, jak zareagować, to również nie skończyła się dobrze dla nikogo z trójki bezpośrednio zainteresowanych. Kochaś zamknął sobie drogę do awansu, który wcześniej wydawał się tylko formalnością, kochanka zmieniła miejsce pracy na gorsze, a małżonka rozwiodła się z kochasiem z orzeczoną jego winą.

Janek przypomniał sobie jeszcze jedną sytuację, w której to otrzymał telefon od szefowej jednej z placówek. Nie wiedziała, co zrobić, bo właśnie mąż jednej z jej pracownic tłumaczył innemu pracownikowi, gdzie ten powinien trzymać ręce w czasie kontaktów z jego żoną. Tłumaczenie było okraszone dość intensywną gestykulacją, w efekcie której pracownik zaczynał krwawić. Również w tym przypadku dla nikogo dobrze się to nie skończyło, a i interwencja, najpierw ochrony, a następnie policji, nie należała do najłatwiejszych.

Bezpiecznik kontynuował swe rozważania i kolejną kategorią miłosnych incydentów, które przyszły mu do głowy, były porwania dla okupu. Scenariusz dość prosty do zrozumienia. Ktoś porywa członka rodziny pracownika, który coś może w firmie, a następnie przekazuje instrukcje, czego dokładnie oczekuje od tegoż pracownika. Scenariusz taki można zobaczyć w wielu filmach i na świecie faktycznie dochodzi do sytuacji,w których pracownik z miłości do żony, męża czy dzieci robi coś, czego by nie zrobił w normalnych okolicznościach. Na szczęście tego typu atak nie jest łatwy do przeprowadzenia i większość organizacji broni się przed jednoosobową władzą nad dostępem do „kosztownych” operacji, dzięki czemu Janek nie doświadczył go bezpośrednio w swej karierze zawodowej. Miał natomiast do czynienia z inną formą wykonywania nielegalnych operacji w imię miłości i chęci pomocy osobom bliskim. Przypomniał sobie, jak pracownica postanowiła wspomóc finansowo swojego nowego partnera życiowego, udzielając mu krótkoterminowej, nieoprocentowanej i nieodnotowanej w systemach pożyczki gotówkowej. Jej partner w teorii robił deal życia, który miał być finalizowany w sobotę, a jeden z jego klientów, który miał zapłacić za usługi we czwartek, opóźniał się z płatnością. W teorii po sobotnim interesie kasa powinna wrócić do pracownicy, w dodatku z nadwyżką. Jakież było zdumienie uczynnej kobiety, gdy nie tylko w sobotę, ale też nigdy później ich nie zobaczyła. Miała natomiast okazję zobaczyć jakiś czas później swego partnera życiowego. Do spotkania doszło na sali sądowej, na której on występował w roli oskarżonego, a ona w charakterze świadka, tyle że zwolnionego dyscyplinarnie i bezrobotnego, który wciąż spłacał wcześniej zaciągniętą w imię miłości pożyczkę.

Innym razem jedna z pracownic chwaliła się koleżankom z pracy, że właśnie poznała drugą połówkę jabłka i każda przerwa w obcowaniu z nią sprawia jej fizyczny ból. Przystojny, inteligentny, zadbany, dobrze sytuowany biznesmen, który jak nikt inny dotychczas potrafił słuchać. W rzeczy samej… potrafił słuchać, i to uważnie. Jego umiejętność słuchania została potwierdzona w trakcie przesłuchań, zaraz po tym, jak został zatrzymany przez organa ścigania po napadzie, którego dokonał z dwoma kolegami. Na każdym spotkaniu z wcześniej wspomnianą pracownicą ta dokładnie opowiadała mu, na czym polega jej praca, gdzie trzymana jest gotówka itd. Równie chętnie odpowiadała na pomocnicze pytania nowej miłości swego życia. Po mniej więcej miesiącu mężczyzna wiedział wszystko, co było mu potrzebne, by dobrze zaplanować rabunek. Na jego nieszczęście serce zakochanej pracownicy rozpoznało wśród napastników swą drugą, „gorszą” połówkę.

W tym miejscu bezpiecznik przypominał sobie o tych wszystkich razach, w których jeden ze współmałżonków pozostających we wspólnocie majątkowej zaciągał kredyty, a następnie znikał bez wieści, zostawiając drugą osobę ze zobowiązaniami. Choć to nie miało nic wspólnego ze zbrodnią w miejscu pracy, o ile pozostawiona z długami nie wpadała na pomysł reperowania domowego budżetu cudzymi pieniędzmi, to bez wątpienia pozostawało w związku z miłością. Z niewiadomych powodów Janek zaczął zastanawiać się nad rolą płci w kontekście miłosnych przestępstw i coraz wyraźniej dochodził do przekonania, że w większości przypadków mężczyzna nie ukazywał się w dobrym świetle, a kobieta z przerośniętym mięśniem sercowym zazwyczaj jawiła się jako ofiara. Oczywiście były od tego wyjątki, o czym świadczy grupa kobiet, które większym uczuciem darzą pieniądz od czegokolwiek innego, oraz grupa mężczyzn, którzy myślą, że taka kobieta kocha ich, a nie pieniądze, więc gotowi są dla niej zrobić dokładnie wszystko.

Czasami wystarczającym do popełnienia błędu bywa miłość do samego siebie i pokazania, że jest się kimś. Bezpiecznik przypomniał sobie artykuł opisujący przypadek wysoko postawionego menedżera jednej z firm, który chcąc zaimponować przypadkowo poznanej w pociągu atrakcyjnej kobiecie, opowiadał jej, jakie interesy robi w firmie i jak ważną jest personą. Na jego nieszczęście kobieta nie była całkiem przypadkowa i bardziej interesowała ją informacja niż sam współpasażer. Firmę, w której pracował, jego podróż służbowa kosztowała znacznie więcej niż bilety, diety i zakwaterowanie. Pewnie nigdy by się o tym nie dowiedział, ale spotkał tę kobietę ponownie na korytarzu firmy organizującej przetarg. Tym razem była ona w towarzystwie osób reprezentujących konkurencję.

Kolejna grupa zdarzeń, nad którym pochylił się umysł bezpiecznika, dotyczyła kart płatniczych. Ileż to razy już widział dziadków czy rodziców zdziwionych faktem, że ich umiłowane pociechy odwiedzały bankomat, by wypłacić gotówkę przy użyciu karty swych opiekunów bez ich wiedzy lub dokonać transakcji na kwotę wyższą niż wcześniej ustalona. Bywało też tak, że w jednym bankomacie wypłacono tyle, ile potrzeba by mieć wydruk potwierdzający, że wszystko przebiegło jak potrzeba, a w chwilę później dokonać kolejnej transakcji, którą pociecha już nie miała ochoty się pochwalić. Janek przypomniał sobie również o takim przypadku w relacji pomiędzy małżonkami. Mąż zatankował auto żony, płacąc jej kartą, ale o wypłacie kasy z bankomaty już zapomniał jej wspomnieć. Żona, sprawdzając wyciąg, zauważyła wspomnianą wypłatę, ale nie chciała uwierzyć w to, by mąż jej dokonał, tym bardziej że go o to spytała, a on zaprzeczył. Oczywiście winę należało zrzucić na krótką pamięć męża, która powróciła na komisariacie, po przeglądzie zapisu z kamery zerkającej na bankomat. Przecież kto pamięta o tym, co robił z kartą, która do niego nie należy?

Sama pamięć i koordynacja ruchowa mają równie dużo wspólnego z miłością i kartami. Znane są przypadki, gdy żądny miłości mężczyzna idzie do lokalu, w którym może ją kupić, i już po kilku drinkach traci zarówno pamięć, jak i koordynację ruchową. Za nic nie może sobie przypomnieć, co kosztowało tyle, ile pokazuje wyciąg z karty z owego wieczora, a bywa że i z kolejnych dni. Bezpiecznik przypomniał sobie mężczyznę, który chcąc zapłacić swej dostarczycielce miłości, nie był w stanie trafić palcami w odpowiednie cyfry na klawiaturze bankomatu, więc podał PIN zacnej pani, by ta sama wypłaciła, co jej się należy. Mężczyzna nie był sobie w stanie przypomnieć nawet tego, czy dobrze wycelował podczas korzystania z usługi. W każdym razie kobieta uczyniła, o co ją proszono – wypłaciła należność oraz niewielki napiwek... jakieś czterysta procent pierwotnej wartości „rachunku”.

Karty, a zwłaszcza te z wypisanym na nich PIN-em, choć nie tylko takie, zawsze cieszyły się powodzeniem u tych, którzy potrafią w magiczny sposób wyjąć portfel z naszej kieszeni czy torebki. Tylko czy oni robią to z miłości? Zapewne tak. Z pewnością kochają oni ludzi i dlatego szukają miejsc, gdzie ludzi jest wielu. Czym tłoczniej, tym lepiej. Tramwaj, rynek, a nawet kościół... Wszędzie tam jest dużo ludzi, a że czasem ktoś chce się podzielić zawartością swojego portfela, to trudno odmówić mu tej przyjemności i nie zaopiekować się nim, trzymanym w kieszeni spodni czy otwartej torebce pozostawionej bez opieki w ławce kościelnej. Życie pokazało Jankowi, że portfel czy inne wartościowe rzeczy prywatne nie są bezpieczne nigdzie, jeżeli właściciel nie troszczy się o nie. Bezpiecznik miał już okazję zajmować się sprawami, w których z biura znikały portfele, telefony komórkowe, a nawet laptopy. Wśród miłosiernych, którzy podejmowali się opieki nad pozostawionym na pastwę losu dobrem, można było znaleźć zarówno złodziei, którym udało się dostać do biura, jak i współpracowników, personel sprzątający, a nawet ochronę.

Ostatnią grupą aktów miłości, która przyszła na myśl bezpiecznikowi, były te związane z miłością do wiary i kraju. Terroryzm, który według znawców tematu ma tylko dwie przyczyny: politykę i religię, nie bez powodu zaprzątał dziś głowę Janka. Sam bezpiecznik osobiście nie zgadzał się z podziałem na terroryzm religijny i polityczny, bo w jego odczuciu zawsze chodzi o politykę, przy czym w jednym przypadku chodzi o państwo wyznaniowe, a w drugim o państwo, w którym religia nie odgrywa pierwszoplanowej roli lub nie odgrywa jej wcale. Dziś bezpiecznik ciągle czekał na informacje o ataku terrorystyczny w jednym z krajów, gdzie potencjalnie mogli znajdować się pracownicy firmy, dla której pracował. Modlił się o to, by wśród setek zgłoszonych zabitych i rannych nie było jego współpracowników. Problem leżał w tym, że nie wszyscy jeszcze potwierdzili swoje bezpieczeństwo, ale było zbyt wcześnie, by przesądzać sprawę. Bezpiecznik znał procedurę i już oczyma wyobraźni rysował różne scenariusze, kogo trzeba będzie zaangażować i jak pomóc samym potencjalnym ofiarom i ich rodzinom. Komu i jak to zakomunikować? Na tę chwilę mógł zrobić niewiele więcej niż poinformować o fakcie samego ataku i możliwych do podjęcia akcjach szefów kilku departamentów. Teoretycznie rozumiał to, co stoi za terroryzmem, ale jego umysł i tak nie pojmował, jak miłość do boga czy ojczyzny może być przyczynątylu krzywd i cierpienia.

Z rozważań wybił go telefon:

– Janek?

– Tak. Macie już wszystko?

– Mamy ostatnie potwierdzenie – wśród ofiar i rannych nie ma naszych. Wszyscy, którzy mogli tam być, potwierdzili, że są bezpieczni i nie przebywają w okolicach ataku.

Bezpiecznik odetchnął z ulgą i podziękował za informację. Zaraz po tym wyszedł z restauracji i wysłał wiadomość do tej samej grupy, którą wcześniej informował o zdarzeniu, że nikt z firmy nie ucierpiał. Radość mieszała się z zadumą nad tymi, którzy zginęli. Mieszanina uczuć i natłok myśli pozwoliły mu wrócić do stołu, choć nadal nie był w stanie być duszą towarzystwa, jak to zwykle bywało.

Czy zastanawiałeś się, Drogi Czytelniku, nad tym, jak radzić sobie z miłością w Twojej organizacji? Rekrutacja, konflikt interesów, przemoc w miejscu pracy, ochrona informacji, własność prywatna czy wreszcie bezpieczeństwo podróżnych i programy wsparcia to tylko część miłosnego życia bezpiecznika. Jest to jednak część warta przemyślenia.

Źródło: SEC&AS, wydanie 2/2019, s. 110

Powiązane

„Miękkie” aspekty Zarządzania bezpieczeństwem fizycznym.

08.02.2018

Czego systemy dozoru wizyjnego wymagają od transmisji wizji IP i dlaczego IP nie spełnia tych wymagań?

09.04.2019

Popularne

Zrób to sam. Kamera termowizyjna Część II
26.02.2018
Cz. 1. Jednostki miar wielkości fizycznych – układ jednostek SI i nie tylko.
13.09.2018
Kamera termowizyjna. Część I
15.01.2018

Sec&As

COPYRIGHT © 2017 RIPOSTA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. PROJEKT I REALIZACJA: RIPOSTA