Zapytajmy eksperta.

Autor: Henryk Dąbrowski

Redakcja SEC&AS w wydaniu 3/2017 rozpoczęła cykl spotkań z ekspertami i pracownikami dydaktycznymi Polskiej Izby Systemów Alarmowych, podczas których staramy się uzyskać odpowiedzi na pytania czytelników, poznawać opinie naszych rozmówców w sprawach interesujących branżę zabezpieczeń technicznych, zdobywać komentarze na temat bieżących problemów i wydarzeń występujących i dziejących się bliżej lub dalej naszego codziennego warsztatu pracy. Jednym słowem: przedstawiamy czytelnikom to, o czym fachowcy często rozmawiają w swoim zamkniętym gronie, ale już niekoniecznie przed audytorium czy mikrofonem. Kontynuujemy ten cykl, choć tym razem będzie trochę inaczej. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: życie weryfikuje i zmienia nasze plany. Jeżeli na lepsze, to dlaczego nie skorzystać? Przekonajcie się Państwo sami.

 

Z mgr. inż. Dariuszem Okrasą, ekspertem i pracownikiem dydaktycznym Polskiej Izby Systemów Alarmowych, a jednocześnie golfistą (HCP 17,2), wiceprzewodniczącym Komisji Kalibracyjno-Handicapowej Polskiego Związku Golfa, rozmawia Henryk Dąbrowski.

Henryk Dąbrowski: Czytelników, którzy słusznie oczekują w tym dziale czasopisma kolejnej dawki wiedzy o niuansach towarzyszących sztuce zabezpieczeń technicznych, najmocniej przepraszam. Tym razem nie dowiecie się o tym, jak projektować systemy i jak je integrować. Nie będzie nic o automatyce budynkowej, o systemach kontroli dostępu, o normalizacji. Nie będzie nic o tym, co bez żadnych wątpliwości kojarzy się z olbrzymim doświadczeniem zawodowym, bogatą specjalistyczną wiedzą, profesjonalizmem i umiejętnościami Darka Okrasy. Dlaczego? Już wyjaśniam… Przygotowałem kilkanaście pytań, miałem pomysł na początek i zakończenie dialogu. Miałem też głębokie przekonanie, że damy czytelnikom kilka stron ciekawej lektury, do której będą wracać niejeden raz. Zaczęliśmy rozmowę, jak to w okresie urlopowym bywa dość często, od planów wypoczynkowych, od wzajemnego rekomendowania miejsc, w których uczucie relaksu jest w pełni osiągalne. Było też o formach aktywnego wypoczynku. No i się zaczęło. Darek zapytał, czy wiem, do czego służy kij golfowy. Na tak banalne pytanie odpowiedź była równie prosta i twierdząca, no bo kto by tego nie wiedział. Przyznam jednak, że stać mnie było w tym momencie tylko na instynktowne uruchomienie zmysłu słuchu. I tak, w niezmienionej pozycji, pozostawałem przez ponad dwie godziny.
Przenosząc zarejestrowaną rozmowę do pliku tekstowego, zastanawiałem się, czy nie należałoby zmienić tytułu publikacji. Doszedłem jednak do wniosku, że tytuł „Zapytajmy eksperta” jest jak najbardziej odpowiedni. Oceńcie to Państwo sami. Do spraw technik zabezpieczeń wrócimy innym razem. Nie samą pracą żyje człowiek...

Dariusz Okrasa: Oczywiście jak zwykle dałem się podpuścić, ale jak już ktoś mnie pyta o golfa i chce posłuchać, to zwykle zajmuje to sporo czasu. W rozmowie o planach wakacyjnych padło niewinne pytanie: „Dlaczego właśnie golf?”. Zagadka popularności tej gry była wielokrotnie dyskutowana i trudno jest znaleźć tutaj jednoznaczną odpowiedź. Według mnie o masowości tej gry decydują dwa czynniki: proste zasady i system handicapowy.
Oficjalne przepisy gry w golfa są ujęte tylko w 34 regułach, ale tak naprawdę zasada jest tylko jedna: wygrywa ten, kto umieści swoją piłkę w dołku najmniejszą liczbą uderzeń, używając do tego celu tylko kijów golfowych. Pozostałe reguły precyzują tylko aspekty organizacyjne zawodów i postępowanie w przypadkach szczególnych, np. gdy piłka wpadnie do wody lub gracz poruszy piłkę przed uderzeniem. Dla mnie najciekawszą regułą jest ta, która zabrania umawiania się graczy na grę niezgodną z regułami – karą jest dyskwalifikacja. Dzięki temu 160 mln ludzi na całym świecie gra dokładnie tak samo. Drugim elementem decydującym o popularności golfa jest system handicapowy. Jest to rozwiązanie niespotykane w innych dyscyplinach sportu. Poza zawodowcami, którzy zajmują się golfem zarobkowo, każdy zarejestrowany gracz amatorski ma przypisany handicap, czyli liczbę uderzeń, które są odejmowane od uzyskanego przez niego wyniku. Dobrzy amatorzy mają handicapy jednocyfrowe. Najsłabsi gracze, w tym początkujący, mają handicap 54. W ten sposób w rozgrywkach amatorskich mogą bezpośrednio rywalizować ze sobą gracze o rożnych poziomach umiejętności (i rożnych handicapach), a początkujący jest w stanie wygrać z dobrym i doświadczonym golfistą. Handicapy są weryfikowane na bieżąco i po każdej zarejestrowanej rundzie są korygowane, tak aby obiektywnie odzwierciedlać aktualne możliwości poszczególnych golfistów.

H.D.: Dużo ludzi gra w golfa?

D.O.: W Polsce mamy zaledwie kilka tysięcy zarejestrowanych graczy, ale już w Czechach gra regularnie prawie 50 tys., a w Stanach Zjednoczonych 50 mln ludzi. O popularności i wciągającym charakterze tej gry świadczą już zapiski historyczne – w 1457 r. król Szkocji Jakub II oficjalnie zabronił gry w golfa, ponieważ jego zdaniem rycerze za dużo zajmowali się grą kosztem czasu przeznaczonego na ćwiczenia wojskowe. Widać z tego, że już wtedy golf odciągał ludzi od „obowiązków zawodowych”. Zupełnie tak samo jak teraz. Na szczęście po kilkudziesięciu latach zakaz ten został zniesiony. Ciekawostką jest to, że w tym samym czasie i z tego samego powodu zakazana była piłka nożna.

H.D.: Trudno jest zacząć grać?

D.O.: Niestety, wymaga to zazwyczaj kilku godzin treningu przed pierwszym wejściem na pole golfowe. Trzeba po prostu nauczyć się trafiać kijem w piłkę. Pozycja i ruch ciała przy uderzeniu nie są naturalne, a człowiek ma po prostu za dużo stawów, z których każdy powinien zgiąć się w odpowiedni sposób w odpowiednim momencie. Oczywiście są osoby, które uczą się szybciej, i takie, którym to przychodzi z trudnością, ale przy odrobinie wytrwałości właściwie wszyscy są w stanie zacząć grać. W chwili, gdy gracz stoi z kijem nad piłką i widzi przed sobą dwie kule (piłkę i kulę ziemską), najważniejsze jest to, aby trafił w tę mniejszą. (śmiech)

H.D.: Opowiadasz o golfie bardzo emocjonalnie...

D.O.: Dla większości obserwatorów, którzy nigdy nie byli na polu, golf wydaje się dość nudną rozrywką dla emerytów. Wynika to między innymi ze sposobu pokazywania skrótów z turniejów w telewizji. Widzowie zazwyczaj mają szansę zobaczyć tylko ostatnie uderzenia, czyli toczenie piłki do dołka. To tak, jakby w wyścigach kolarskich pokazywać tylko ostatnie 50 m przed metą albo w piłce nożnej pokazywać tylko strzelone bramki. Natomiast runda golfa trwa przeciętnie około 4 h i gracz w tym czasie przechodzi z torbą ponad 6 km (czasami nawet 10 km), wykonując prawie sto (lub sto kilkadziesiąt) uderzeń. Przy większości uderzeń przeżywa emocje związane z celnością i unikaniem rożnych przeszkód. Te emocje są trudne do zrozumienia dla ludzi niegrających, ale na polu naprawdę można zobaczyć łzy, a czasami usłyszeć barwną wiązankę. Najciekawsze jest to, że takie reakcje nie odnoszą się do postępowania innych graczy, tylko do własnych poczynań. Bo w gruncie rzeczy golfista gra sam ze sobą, a dopiero potem porównuje wynik z innymi. Mówi się, że zasadnicza część rundy rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu centymetrów między uszami golfisty.

H.D.: Nie wiedziałem, że tak dużo się chodzi po polu…

D.O.: Tak, chodzi się sporo. Jedna z nieoficjalnych definicji określa rundę golfa jako „długi spacer z częstymi przerwami na rozczarowania”. Dla lepszego wyobrażenia można powiedzieć, że długość typowego, 18‑dołkowego pola to mniej więcej odległość między dworcem Warszawa Centralna a Lotniskiem Chopina w Warszawie. Trzeba przy tym pamiętać, że rundy towarzyskie i treningowe można zaplanować w zależności od pogody i ewentualnie przełożyć. Natomiast turnieje, czyli zawody golfowe, są rozgrywane niezależnie od pogody: w upale, w zimnie, a czasem w ulewnym deszczu. Oficjalnie dopuszcza się tylko dwie przyczyny przerwania rundy turniejowej: bezpośrednie zagrożenie wyładowaniami atmosferycznymi lub takie opady deszczu, że woda wypełnia dołek, do którego wrzucamy piłkę. Zdarzało mi się już grać całą rundę turniejową w solidnym deszczu i zimnie. Na szczęście nikt na nasz widok nie pukał się w czoło, ale tylko dlatego, że oprócz zawodników nikt tego dnia nie wychodził z domu. Oczywiście nie gra się także przy zalegającym śniegu, w którym nie można odnaleźć piłki.

H.D.: Czy wszystkie pola są jednakowe?

D.O.: Nie, właściwie każde jest inne. Różnią się długością, ukształtowaniem terenu, przeszkodami po drodze itp. Sporo zależy też od lokalizacji – niektóre pola są zupełnie płaskie, a te położone w górach mają wszystkie dołki pochylone w rożnych kierunkach. Tak samo jest z drzewami. Na typowych szkockich polach nie ma żadnych drzew, ale są też takie pola, gdzie gra odbywa się na polanach w gęstym lesie. Klasyczne pola mają 18 dołków, czyli odcinków, które trzeba przejść w trakcie gry. Popularne są też pola 9-dołkowe, które gra się raz (9 dołków) albo dwa razy (18 dołków).

H.D.: Zaraz, zaraz. To co to jest właściwie ten dołek? Wydawało mi się że jest to otwór w ziemi, a nie odcinek pola.

D.O.: No właśnie. Tu dochodzimy do specyfiki języka golfowego. Jak każda dziedzina wiedzy golf ma swoje słownictwo. Niestety tylko nieliczne słowa pochodzą z języka polskiego. Pozostałe są po prostu spolszczonymi określeniami angielskimi. Nie sposób ich przetłumaczyć bez dużych sztuczności. W elektronice na podobnej zasadzie używamy słow komputer czy interfejs. Polskie słowa w golfie to „pole”, „dołek”, „piłka”, „kij”, „flaga” i niewiele więcej. Oczywiście dla postronnego słuchacza zdanie: „Po tee-shocie woodem i approachu wedge’em potrzebowałem jednego putta do birdie” może wydawać się lekkim szpanowaniem, ale przecież dla żeglarzy zdanie: „Odosemkuj szota i wyszoruj go z kipy, a potem poluzuj topenantę” jest zupełnie normalnym i zrozumiałym poleceniem przy klarowaniu pokładu. Podobnie brydżyści świetnie wiedzą, o co chodzi, gdy ktoś mowi, że „pod bez atu zawsze wistuję w czwartą najlepszą”. Tak samo jest w golfie. Bez specyficznego słownictwa trudno byłoby się skutecznie porozumiewać. Są oczywiście dostępne słowniki, ale nie ma żadnych specjalnych kursów – gracze przyswajają sobie te zwroty podczas rozmów z bardziej doświadczonymi kolegami. Wracając do definicji dołka – tak nazywa się zarówno otwór w ziemi, do którego chcemy wrzucić piłkę, jak i część pola golfowego, zakończona takim otworem w ziemi. W rozmowie znaczenie tego słowa wynika z kontekstu i tak jest w wielu językach: angielskie hole, hiszpańskie hoyo czy czeska jamka mają także takie same dwa znaczenia.

H.D.: Golfiści rozmawiają o swojej grze?

D.O.: Oczywiście. Zwykle takie opowieści odbywają się przy kawie lub innym napoju, po zakończonej rundzie. I każdy opowiadający ma swojego cierpliwego słuchacza. I to nie dlatego, żeby kogoś ta opowieść specjalnie interesowała. Prawdziwym powodem cierpliwości słuchacza jest to, że w pewnym momencie tenże słuchacz będzie wreszcie mógł opowiedzieć o tym, jak on sam zagrał. Zresztą w tych opowieściach golfowych najczęściej używanym słowem jest „jakbym…”. (śmiech)

H.D.: Możesz to rozwinąć? Co najczęściej golfista chciał zrobić, ale mu nie wyszło i dopiero po czasie przychodzi refleksja, złota myśl poprzedzona westchnieniem „jakbym…”?

D.O.: Golf jest grą błędów, a wynik zależy głownie od liczby nieudanych uderzeń i pewnej dozy szczęścia. Dotyczy to zarówno zawodowców, jak i amatorów. Jeśli gracz wykona bezbłędnie wszystkie uderzenia, to uzyskuje bardzo dobry wynik. Niestety prawie w każdej rundzie zdarzają się nieudane uderzenia, błędne decyzje lub po prostu brak szczęścia. I wtedy właśnie golfiści, rozpamiętując po rundzie przebieg gry, opowiadają, jaki to wynik uzyskaliby, gdyby np. nie grali ryzykownie nad drzewami lub piłka nie stoczyła im się do wody. Wtedy właśnie często można usłyszeć: „jakbym zagrał trochę bardziej w prawo, to…”, „jakbym wziął krótszy kij, to…”, „jakbym nie trafił w to drzewo…” itd.

H.D.: Co jest potrzebne, żeby zagrać w golfa?

D.O.: Tak jak już wspominałem, przede wszystkim potrzebne są podstawowe umiejętności trafiania w piłkę. Do tego oczywiście trzeba mieć kije i piłkę. Kije i torbę można wypożyczyć, ale piłkę, a najlepiej kilka, trzeba mieć swoje, bo zbiorniki wodne na polu golfowym posiadają tajemniczą moc przyciągania piłek (śmiech). Na polu konieczny jest także odpowiedni ubiór. Na szczęście etykieta golfowa narzuca tylko dwa warunki dotyczące stroju: koszulka z kołnierzykiem i spodnie, które nie są dżinsami. Większość z pól bardzo poważnie traktuje te wymogi i pracownicy po prostu nie wpuszczają osób nieodpowiednio ubranych. Podczas pierwszych wizyt na polu warto także pamiętać, że etykieta obejmuje nie tylko graczy, ale dotyczy wszystkich przebywających na terenie pola. Podstawowe wyposażenie golfisty obejmuje również wiele innych elementów, takich jak: specjalne buty, ręczny wozek, rękawiczka, dalmierz i tym podobne gadżety, ale są to przedmioty przydatne, lecz niekonieczne do zagrania rundy.

Dariusz Okrasa: Golfiści zakładają spodnie w kratę nie po to, żeby cudacznie wyglądać, lecz ze względu na szacunek dla szkockich korzeni golfa

H.D.: Wspomniałeś o etykiecie. Czy są to spisane zasady ubierania się?

D.O.: Nie chodzi tylko o ubranie. Etykieta zawiera zasady zachowania się na polu, a wymogi dotyczące ubioru są tylko jej częścią. Duży nacisk położony jest na zachowanie spokoju i ciszy, tak aby nie przeszkadzać innym. Na polu wszyscy mają prawo do przyjemności z gry i nikt nie ma prawa tego psuć swoim zachowaniem. Odrębną, ale bardzo ważną sprawą są kwestie bezpieczeństwa. Piłka golfowa po uderzeniu leci z prędkością znacznie przekraczającą 100 km/h. Biorąc pod uwagę jej twardość i masę (ponad 45 g), trafienie w człowieka może spowodować poważne urazy. Należy więc zachować dużą ostrożność zarówno przy uderzaniu, jak i przy poruszaniu się po polu. Nie wolno także stawać blisko gracza przymierzającego się do uderzenia, bo kij ma swoją wagę i długość, a uderzający golfista jest całkowicie skupiony na piłce leżącej przed nim.

H.D.: Mówisz o przyjemności gry i jednocześnie o ograniczeniach. Czy to się nie kłóci ze sobą?

D.O.: Gra w golfa daje graczowi taką dawkę pozytywnych emocji, że ograniczenia nie mają większego znaczenia. Nieraz porównywałem golfa do nałogu. Golfiści są gotowi na wiele poświęceń, aby tylko zagrać jak najczęściej. Przeznaczają na to wiele czasu i pieniędzy, nie zważając przy tym na trudności i często komplikując sobie relacje rodzinne i towarzyskie. Na temat ich desperacji krąży wiele dowcipów golfowych, ale żaden z nich nie nadaje się do przytoczenia tutaj. Golfiści są także bardzo wyrozumiali dla początkujących graczy i z przebiegłą determinacją wciągają ich w tę grę. Jeśli nie mogą jakiś czas grać, to naprawdę potrafią poważnie zaniedbać obowiązki zawodowe i zobowiązania rodzinne po to tylko, żeby wyrwać się na pole. Dużo tych podobieństw do nałogu, prawda? Wielu graczom golf kojarzy się pozytywnie z innymi zajęciami sprawiającymi przyjemność. Kiedyś sporo żeglowałem po morzu i wielokrotnie miałem odczucie, że idąc do piłki po dobrym otwarciu rundy (ok. 200 m spaceru po pięknej trawie po pierwszym uderzeniu), czuję się tak, jakbym właśnie wchodził na pierwsze fale po minięciu główek przy wychodzeniu z portu – żeglarze to chyba świetnie zrozumieją. Ostatnio mój świeżo wciągnięty w golfa (przeze mnie!) kolega, który intensywnie zajmuje się jogą, powiedział mi, że przygotowanie do uderzenia jest dla niego rodzajem krótkiej medytacji. Jak widać, każdy przeżywa to na swój sposób, ale we wszystkich przypadkach golf związany jest z pozytywnymi emocjami. O tym, jak ważny bywa golf dla graczy, może świadczyć wypowiedź Jacka Nicklausa, znakomitego golfisty: Większość życia spędziłem, grając w golfa. Resztę zmarnowałem.

H.D.: Trochę niepokojące jest to, co powiedziałeś o pracy i rodzinie...

D.O.: Pracę daje się jakoś oswoić, w końcu nawet przy intensywnej pracy zawodowej na grę pozostają weekendy i urlop. Gorzej z rodziną. Mam to szczęście, że udało mi się zarazić golfem żonę. Trochę to trwało i wymagało nieco starań, ale teraz gramy razem i relacje rodzinne nie cierpią. Gorzej mają koledzy, których partnerki nie grają. One naprawdę nienawidzą golfa. I to nie z powodu reguł czy sposobu gry. Golf po prostu zabiera im męża. W środowisku golfowym niegrające żony golfistów często nazywane są „golfowymi wdowami”, co dobrze opisuje ich sytuację rodzinną. Znam też kilka przypadków „wdowców golfowych”.

H.D.: Kobiety też grają? Nigdy nie widziałem kobiety z kijem golfowym.

D.O.: Oczywiście, że grają. Zdziwiłbyś się jak! W golfie zawodowym turnieje organizowane są odrębnie dla kobiet i mężczyzn, ale w golfie amatorskim kobiety grają razem z mężczyznami. I nierzadko wygrywają. Są członkami reprezentacji swoich klubów. Mają też swoje organizacje, zajmujące się golfistkami i kobiecą stroną golfa. W Polsce bardzo aktywnie działa Polskie Stowarzyszenie Golfa Kobiet. Poza tym w każdym szanującym się klubie golfowym jest Lady Captain, czyli Pani Kapitan, która dba o sprawy kobiet. Pod tym względem w golfie panuje pełne równouprawnienie: oprócz grania i wygrywania panie zaznaczają swoją obecność również jako menedżerki pól golfowych, dyrektorki turniejów i sędziny.

H.D.: Wspomniałeś kilka razy o zawodowcach i amatorach. W innych sportach te granice wydają się rozmyte i umowne. Jak jest w golfie?

D.O.: W golfie podział między zawodowcami i amatorami jest wyraźnie określony. Istnieje nawet oficjalny dokument mówiący o statusie amatora. Nie wdając się w szczegóły, w przypadku graczy zawodowych, jak sama nazwa wskazuje, ich praca polega na grze w golfa. Zarabiają w ten sposób na życie. Amatorzy natomiast grają dla przyjemności, zarabiają na życie w inny sposób, a ich trofea są symboliczne. Dobrym przykładem różnicy jest następująca sytuacja: w turniejach zawodowych często za wrzucenie piłki do dołka pierwszym uderzeniem, tzw. hole-in-one, nagrodą jest samochód. Zawodowiec dostaje go na własność. Natomiast amator (dobrzy amatorzy czasem dostają prawo gry w turniejach zawodowych) za ten sam wyczyn dostaje także ten samochód… do pojeżdżenia przez najbliższy weekend. To chyba znakomicie pokazuje różnicę. Dla mnie jedynym zgrzytem w tym układzie są zawody olimpijskie, które w ramach swojej idei powinny być amatorskie. Niestety ze względów komercyjnych (oglądalność w TV, reklamy itp.) w golfowych rozgrywkach na olimpiadzie grają zawodowcy. Działa to podobnie jak w innych dyscyplinach sportu – znani zawodowcy są opłacani i wyposażani w sprzęt przez sponsorów. Amatorzy muszą sami kupować sobie kije i resztę wyposażenia.

H.D.: Rozumiem, że można kupić gotowe kije, ale czy można samemu zrobić kij golfowy, jak kiedyś chłopcy na podwórku robili kije hokejowe?

D.O.: Oczywiście, można samemu zrobić kij, kilkaset lat temu Szkoci grali przecież kijami wystruganymi z drewna. Niestety, takim kijem nie uderzymy współczesnej piłki zbyt daleko. W średniowieczu te kije lepiej się sprawowały, bo do gry używano piłek wykonanych z ubitego na mokro pierza. Teraz lepiej jest złożyć kij, wykorzystując do tego gotowe części. W sklepach golfowych dostępne są wszystkie potrzebne elementy i narzędzia, ale bez podstawowej wiedzy i doświadczenia raczej nie spodziewajmy się rewelacyjnych rezultatów. Na początek najprostszym rozwiązaniem jest kupienie gotowych kijów. Nowy sprzęt, a szczególnie ostatnio wprowadzane modele, jest dość drogi, ale w sklepach internetowych albo na eBayu można kupić mało używane kije nawet za 25% ceny początkowej. Szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii rynek kijów używanych jest ogromny i tam łatwo można znaleźć prawdziwe okazje.

H.D.: Z tego, co mówisz, wynika, że wbrew powszechnej opinii golf to nie tylko toczenie piłki po trawniku.

D.O.: W golfie, tak jak w każdej innej dziedzinie, obowiązuje zasada, że im głębiej wchodzimy w las, tym więcej widzimy rożnych drzew. Nie wspomnieliśmy jeszcze przecież o projektowaniu i kalibracji pól, utrzymaniu trawy, zasadach treningu, organizacji turniejów i wielu innych sprawach związanych z golfem. Każdy z tych tematów stanowi niemalże odrębną dziedzinę wiedzy, które mają swoich mistrzów, specjalistyczną literaturę i niekwestionowane autorytety. Na szczęście cała ta rozległa wiedza nie jest wcale potrzebna do rozpoczęcia gry w golfa. Później, w miarę nabierania doświadczenia, czasem warto skorzystać z bardziej szczegółowych informacji, ale większość graczy po prostu cieszy się golfem bez wnikania w detale. Podsumowując ten wątek, najlepiej chyba zacytować Arnolda Palmera, wyjątkowego człowieka i znakomitego golfistę: Golf jest zwodniczo prosty i bezgranicznie skomplikowany.

H.D.: Darku, czego powinienem się wystrzegać, przygotowując życzenia dla golfisty? Przyjęcia jakich życzeń nie odmówisz?

D.O.: Golfiści są przesądni. Chwytają się każdego szczegółu, który daje nadzieję na lepszy wynik. Może dotyczyć to ubioru, zachowania czy tematu rozmów przed rundą. Dlatego też raczej nie życzy im się dobrego wyniku ani wygrania turnieju. Najczęściej zdarzają się życzenia neutralne, takie jak „Miłej gry”, lub zupełnie abstrakcyjne, typu „Samych hole-in-one’ow”, czyli trafiania do dołka zawsze pierwszym uderzeniem. Przy rożnych okazjach życzę znajomym, żeby mieli dużo czasu na golfa. Sam też bardzo chciałbym, aby takie życzenia spełniły się w moim przypadku.

H.D.: Trochę tego czasu ci zabrałem. Ale przyznasz, że nie kosztem twojej ulubionej dyscypliny. Golf na tym nie ucierpiał, a sądzę, że wręcz przeciwnie. Jeżeli jeszcze się okaże, że trafiłeś w zainteresowania naszych czytelników, to będzie oznaczało, że było to trafienie przy pierwszym uderzeniu. U nas życzenia się spełniają.
Nie dziękuj.

D.O.: No to nie dziękuję. Do zobaczenia na polu.

Źródło: SEC&AS, wydanie 4/2018, s. 100

Powiązane

Podróże z Makłowiczem. Na Huculszczyznę!

14.08.2017

IFSEC 2017

02.07.2017

Popularne

Zrób to sam. Kamera termowizyjna Część II
26.02.2018
Cz. 1. Jednostki miar wielkości fizycznych – układ jednostek SI i nie tylko.
13.09.2018
Kamera termowizyjna. Część I
15.01.2018

Sec&As

COPYRIGHT © 2017 RIPOSTA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. PROJEKT I REALIZACJA: RIPOSTA