Z PAMIĘTNIKA BEZPIECZNIKA, CZYLI SCENKI RODZAJOWE PALCEM BEZPIECZEŃSTWA DOTKNIĘTE.

Autor: Jan Kapusta

Scena 4, czyli o ludzkiej naturze, źródłach wiedzy i inteligencji.

–Ale proszę się uspokoić i pomału od początku wytłumaczyć mi, dlaczego pani płacze. – Janek starał się swoim opanowaniem i spokojnym tonem głosu skłonić do nieco bardziej rzeczowej rozmowy kobietę, której łkanie utrudniało nieco rozmowę telefoniczną.

– Bo ja nie chcę stracić pracy i nic złego nie zrobiłam.

– Rozumiem... Ale skoro nic złego pani nie zrobiła, to skąd łzy i telefon do mnie? Może spróbujmy zacząć tę rozmowę jeszcze raz, ale na początek od słów: „Dzień dobry. Nazywam się tak i tak i dzwonię z...” – Bezpiecznik w tym momencie uświadomił sobie, jak absurdalnie brzmi zwrot „dzień dobry” w kontekście płaczącej kobiety, dla której ten dzień najwyraźniej dobrym nie jest.

Rozmówczyni Janka wzięła sobie do serca uwagi i, ciągle nieco szlochając, przedstawiła się, podała swą lokalizację i zaczęła wyjaśniać swój problem. Ileż to razy Janek słyszał podobne opowieści i niezmiennie nie przestawały go one zadziwiać. Dziesiątki, a może więcej razy tłumaczył co i jak i nadal nie do wszystkich to docierało pomimo umieszczenia stosownego zapisu doprecyzowującego w jednej z regulacji wewnętrznych firmy. Ale od początku...

Rozmówczynią Bezpiecznika była kierowniczka jednego z punktów handlowych. Jako jedyna wówczas posiadała klucze do placówki oraz do małego sejfu, w którym przechowywana była niewielka ilość gotówki, niezbędna do rozpoczęcia pracy. Drugi komplet kluczy był w posiadaniu innej pracownicy, która z uwagi na zmianowy charakter pracy zazwyczaj przychodziła później i zamykała lokal na koniec dnia. Dodatkowo zapasowy komplet kluczy przekazywany był, odpowiednio zabezpieczony, do agencji ochrony, która w awaryjnej sytuacji na wezwanie przyjeżdżała, by zamknąć/otworzyć placówkę. Płacz kierowniczki wywołała reprymenda, jaką otrzymała od swojego szefa, który nie był w stanie zrozumieć, jak to możliwe, że jeden pracownik (kierowniczka) gubi klucze, drugi pracownik posiadający klucze jest na jednodniowym urlopie, a grupa interwencyjna przyjeżdża z kluczami, które nie pasują do zamków... „Straty, straty, straty! Chcę znać przyczynę i ktoś za to odpowie” – powtarzając za kierowniczką cytat z wypowiedzi jej szefa.

– I pewnie wyjdzie na to, że to moja winna, a ja naprawdę nic złego nie zrobiłam – powiedziała kierowniczka, która powoli przechodziła do ofensywy. – Przecież każdy pracownik może iść na urlop, prawda?! I czy to moja wina, że ochrona złe klucze przywiozła?! OK, zgubiłam swój komplet, ale to się może zdarzyć każdemu, a przecież po to właśnie mamy ochronę, by te klucze przywieźli!

– Skoro uważa pani, że z pani strony wszystko jest OK, to w dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego pani płacze.

– Bo po pierwsze, rozmowa z moim szefem nie była miła i nie zasłużyłam na takie traktowanie, a po drugie, nie chcę być kozłem ofiarnym.

– Z tego, co wiem, ofiar z ludzi ani zwierząt nie składamy. Spokojnie pozbieramy fakty, a na tę chwilę chyba ważniejsze jest, by placówkę otworzyć dla klientów. Czy dzwoniła pani do swojej koleżanki, która ma klucze i jest na urlopie?

– Owszem, ale ona nie przyjedzie z kluczami, bo nie ma jak i nie musi! – odpowiedziała lekko oburzona szefowa placówki.

Janek wyjaśnił, że klucze można odebrać od koleżanki, o ile znajduje w sensownej odległości. Kierowniczka, nieco zaskoczona tym rozwiązaniem i w uzgodnieniu z koleżanką, zamówiła taksówkę i odebrała klucze. Cała operacja zajęła około 40 minut. Trudno ocenić, czy to dużo, czy mało czasu, ale bez wątpienia znacznie mniej niż czas, który upłynął od momentu zakładanego rozpoczęcia pracy placówki do telefony do bezpiecznika. Łączny czas opóźnienia wyniósł ok. 3 godzin.

Pozostawało wyjaśnić kilka kwestii. Pierwsza, dość organizacyjna: Z jakiego powodu klucze od osoby idącej na urlop nie trafiły w ręce innego pracownika przed tym urlopem? Tutaj odpowiedź była dość życiowa – sytuacja była nagła i nie był to planowany urlop. Ot samo życie. To, co bezpiecznika bardziej zastanawiało, to jakim cudem ochrona przywiozła złe klucze. Niestety, w tym przypadku „złe klucze” nie do końca były „złymi kluczami” – technicznie owszem, nie pasowały do zamków, ale formalnie zgodnie z dokumentacją były to jedyne klucze przekazane ochronie przez tę placówkę. Kierowniczka zwyczajnie zapomniała sobie, że zapasowe klucze po wymianie zamków pół roku wcześniej nie przekazała ochronie, a zamknęła je w swym małym sejfie, a codzienny ich widok przez pół roku stał się tak powszechny, że już nie przypominał jej o tym, co należy z nimi zrobić.

Tak, tak Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko, procedury, zarządzanie, relacje służbowe między przełożonym i podwładnym, a także inteligencja wkładana w to, by elementy te były na właściwym poziomie, jak również inteligencja wkładana w to, co można ukryć, by spojrzeć na siebie w nieco lepszym świetle, to wszystko ma znaczenie...

Nasz bezpiecznik od lat przyglądał się różnym rozwiązaniom, które mogłyby wspomagać w inteligentny sposób procesy, które były istotne dla bezpieczeństwa istotnych dla firmy procesów. Nie bez powodu wrócił w swych myślach do inteligencji, a może wyobraźni ludzi tudzież jej nadmiaru i braku zarazem. A może tu nie o inteligencję czy wyobraźnię chodzi, a wrodzone ludziom lenistwo? Trudno ocenić. Fakt pozostaje faktem, a o przypadkach przechowywania kluczy zapasowych wewnątrz sejfów, do których są przeznaczone, czy haseł do systemu operacyjnego wewnątrz aplikacji zainstalowanych na komputerze, do którego to hasło służy, lub robienia kopii zapasowych na tym samym dysku, na którym znajdują się oryginalne dane, słyszy się niemal codziennie. Cokolwiek jest przyczyną tego typu postępowania, jest to zarówno problem dla jednych, jak i źródło utrzymania dla innych… Jak to mówią: za głupotę się płaci. Jest też inne powiedzenie rodem z branży IT: „Ludzie dzielą się na tych, co archiwizują dane i na tych, co będą je archiwizować”. I choć powiedzenie to ewoluowało do postaci: „Ludzie dzielą się na tych, którzy przechowują dane w chmurze, i na tych, co będą je tam przechowywać”, to sens pozostaje ten sam: na nieszczęście trzeba być przygotowanym, tak by jeżeli do niego dojdzie, możliwie najmniej stracić lub nie stracić w ogóle.

Janek zawsze upewniał się co do tego, jak systemy, które miały być instalowane w firmie, radzą sobie z kopiami zapasowymi, pracą oraz możliwością odtworzenia w sytuacjach awaryjnych. Technologicznie zagadnienia te raczej nie są skomplikowane, co nie znaczy,

że każdy producent o nich myśli, bo niby po co, jeżeli nie każdy projektant czy użytkownik o nie pyta? Nie brakuje natomiast ludzi, którzy swą wiedzę czerpią z filmów kryminalnych czy science fiction. Funkcjonowania wiedzy inspirowanej przez kinematografię może mieć swoje dobre strony i to też bezpiecznikowi się zdarzało, że musiał stawać w obliczy dylematu etycznego: „Tłumaczyć, że kamera nie patrzy zza winkla, czy pozwolić im w to wierzyć?” albo „Pozwolić im myśleć, że można zarejestrowany obraz z kamery, na którym widać plamę w lusterku samochodu, powiększyć i wyostrzyć, tak by można było w tej plamie dostrzec twarz osoby i ją zidentyfikować, czy im to tłumaczyć?”. Tego typu pytania można by mnożyć.

Janek uśmiechnął się do samego siebie na wspomnienie rozmowy z jednym właścicielem firmy, z którym spotkał się zupełnie przypadkiem na jakimś przyjęciu. Teraz się uśmiechnął, ale w trakcie rozmowy do śmiechu mu nie było. Dziś nie pamięta już ani imienia właściciela, ani nazwy firmy, ale część konwersacji, która nastąpiła tuż po tym, jak rozmówca bezpiecznika dowiedział się, czym Janek się zajmuje, zapadła mu głęboko w pamięci i raczej już jej nie zapomni.

– Czyli zna się pan na zabezpieczeniach?

– Na pewnej grupie zabezpieczeń można powiedzieć, że się znam, ale to zależy, o co konkretnie pan pyta. – Janek powstrzymywał się przed sarkazmem, który automatycznie przychodzi mu do głowy, gdy ktoś pyta o „zabezpieczenia”

– Bo widzi pan... Ja mam firmę i wydaje mi się, że pracownicy mnie oszukują na czasie pracy. To znaczy nie spędzają w niej tyle czasu, ile potrzeba i samowolnie oddalają się z miejsca pracy w jej trakcie. Chciałbym to jakoś kontrolować za pomocą techniki.

– Rozumiem. A jeżeli można spytać, to czym się pańska firma zajmuje, jak wielu ma pan pracowników i ilu podejrzewa pan o taki rodzaj oszukiwania?

– To nieduża firma. Mała hurtownia właściwie, gdzie zatrudniam siedem osób. Mam przekonanie, że wszyscy mnie oszukują. Ale wie pan, widziałem taki film…

Janek już na sam dźwięk zdania „widziałem taki film” przeczuwał, że rozmowa będzie ciekawa i może nawet być zabawnie, choć informacja, że „wszyscy pracownicy oszukują” wywoływała w bezpieczniku raczej smutek, a może nawet swego rodzaju żal. Każdy słyszał o czarnej owcy w stadzie i statystycznie czym większe stado, tym potencjalnie większa liczba czarnych owiec, ale całe stado czarnych owiec bez ani jednej uczciwej osoby to dość smutna anomalii, która bez wątpienia wskazuje na problem. Pytanie tylko, czy ten problem ma pracodawca sam ze sobą, pracodawca z firmą czy pracownicy z pracodawcą. Na szczęści bezpiecznik nie musiał dociekać natury problemu, a w tym przypadku odnosić się jedynie do możliwości technicznych rejestrowania czasu pracy. Nowo poznany szef firmy kontynuował swoją opowieść, inspirowaną filmem:

– Może pan też widział ten film… Obroża.

– Owszem, widziałem… – Bezpiecznik właściwie wydukał tę odpowiedź, w obawie, co dalej usłyszy, bo w filmie tym więźniowie zakładu karnego nosili obroże z ładunkiem wybuchowym, który eksplodował, gdy więzień przekroczył linię wyznaczającą teren więzienia.

Na szczęście właściciel firmy, widząc zakłopotanie Janka, szybko dodał, że nie chodzi mu o to, by urywać głowy pracownikom, gdy wyjdą z budynku, ale by można było automatycznie zarejestrować wyjście pracownika, niezależnie, czy zrobi to przez drzwi, czy okno, oraz by dostał informację, np. na e-mail lub telefon komórkowy, o każdym wyjściu pracownika.

– Mam nadzieję, że obroży, jakkolwiek by ona nie wyglądała, też nie bierze pan pod uwagę…? – powiedział bezpiecznik i dodał: – Jednak obroża niesie ze sobą pewną niezbyt pozytywną konotację.

Właściciel przyznał, że może obroża nie jest najszczęśliwsza, ale jeżeli istnieje taka, która pozwoli mu mieć pewność, że pracownicy nie oszukują go na czasie pracy, to jest gotów wymusić na nich jej stosowanie. Wypowiedź ta wiele wyjaśniła bezpiecznikowi co do natury rozmówcy, więc nieco się usztywnił i z możliwą dbałością o słowa zaczął wciągać rozmówcę w dialog o możliwościach technicznych oraz związanych z nimi kosztami, funkcjonalnościami i ograniczeniami. Oznajmił, że oczywiście istnieją możliwości techniczne np. zastosowanie czytników dalekiego zasięgu RFID, pracujących w odpowiednim paśmie, które będą w stanie odczytać TAG/transponder przypisany konkretnemu pracownikowi. Oczywiście Janek darował sobie wchodzenie w detale różniące LF, HF i UHF. Na rozważanie wyboru konkretnych rozwiązań przyjdzie czas, o ile w ogóle dojdzie do wizyty rozmówcy bezpiecznika, a ten do tej niespecjalnie się spieszył. Niemniej jednak możliwości techniczne były. Następnie bezpiecznik wyjaśnił, że są pewne wyzwania, zarówno techniczne, jak i organizacyjne, związane z tego typu przedsięwzięciem, jak np. określenie, jak system będzie się orientował, czy ma do czynienia z wejściem, czy wyjściem przez okno. Najważniejszym pytaniem było jednak to, jak szef chce zmusić pracowników do noszenia na sobie, przy sobie czy w odzieży przypisanych im elektronicznych tagów. Z przyczyn oczywistych czipowanie nie wchodziło w rachubę, a pozyskiwanie w sposób niejawny informacji odnoszących się do nadzoru nad pracownikami budziło i nadal budzi uzasadnione wątpliwości natury prawnej.

– Czy jest pan pewien, że chce pan wydać całkiem sporą sumę pieniędzy na rozwiązanie, które w mojej opinii może być oszukane przez człowieka? Zaryzykuję tezę, że jeżeli pana założenia są słuszne i wszyscy w firmie pana oszukują, to z jakiego powodu mieliby nie zostawić swojego identyfikatora, w jakiejkolwiek formie by ten identyfikator nie występował, zanim wyjdą przez okno? – zapytał Janek. – Może taniej i prościej będzie zwyczajnie wymienić okna na takie, co się nie otwierają, o ile warunki klimatyczne na to pozwalają, i skupić się na drzwiach…

Bezpiecznik zorientował się, że powoli zaczyna wchodzić w sarkastyczny ton, którego chciał uniknąć, więc kończąc rozmowę, grzecznie przeprosił i zostawił swój numer telefonu, na wypadek gdyby jego rozmówca chciał kontynuować rozmowę w przyszłości, po przemyśleniu tematu.

Janek pamiętał, że następnego dnia rozmawiał ze swoim kolegą po fachu i wspólnie uznali, że jest swego rodzaju nisza na rynku, i żartowali sobie, że ktoś, kto wymyśli urządzenie, roboczo nazwane „mind detector”, które będzie rozpoznawało konkretną osobę po specyficznych dla niej falach mózgowych, czy jest on uprawniony do przebywania w danym obszarze czy nie, zarobi sporo pieniędzy, rozwiąże wiele problemów związanych z bezpieczeństwem oraz sprosta pewnym oczekiwaniom normatywnym.

Bezpiecznik powrócił do rozważań o technicznym wsparciu człowieka. Nigdy nie zgadzał się z tezą, że technika ma za zadanie wyprzeć człowieka, choć bez wątpienia postęp techniczny ma wpływ na liczbę osób potrzebnych do realizacji określonych zadań. Zawsze podkreślał, że technika w bezpieczeństwie ma wspierać człowieka i redukować liczbę błędów możliwych do popełnienia przez tzw. czynnik ludzki. Czy możliwym jednak jest, by inteligencja zaimplementowana w rozwiązania techniczne mogła równoważyć braki w inteligencji, wiedzy czy leniwej naturze człowieka? Janek nie potrafił odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ale wiedział, że nawet najbardziej inteligentny system nie będzie działał inteligentnie, jeżeli nie zostanie włożony wysiłek w jego inteligentne skonstruowanie, wyprodukowanie, oprogramowanie, zaprojektowanie instalacji, jej wykonania i wreszcie inteligentne użytkowanie.

Podstaw, Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko, najbardziej powszechną, słownikową definicję inteligencji pod każdy z elementów tej jak zwykle fikcyjnej historyjki i zastanów się, proszę, nad relacjami, jakie powstaną zarówno pomiędzy różnymi aktorami w procesach, jak i fazami procesów. Jak zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w sytuacjach nowych[1] odnosi się do menedżera i jego podwładnego? Jak producent rozwiązanie reaguje na nowe informacje z rynku odnośnie do oczekiwań klienta czy odkrytych problemów z urządzeniem i jak takie informacje pozyskuje? Czy projektant uczy się wyciągać wnioski z instalacji swoich i innych? Czy odbiorca rozwiązania jest przygotowany na nowe, często niespodziewane sytuacje? Nie ulega wątpliwości, że bez współpracy pomiędzy ludźmi zaangażowanymi w bezpieczeństwo, bez względu na rolę, jaką pełnią w procesie, nie można mówić o inteligencji, bo skąd weźmie się wymagane zrozumienie, nauka i wiedza? Jak każdy wie z własnego życia „zdolność” to o wiele za mało i nie każdy, kto się uczył, nauczył się. Nawet wykorzystanie posiadanej wiedzy, jeżeli wiedza ta jest niewielka lub nie ma jej wcale, nie może zagwarantować sukcesu. Oczywiście definicji i rodzajów inteligencji jest naprawdę dużo i jeżeli tylko masz ochotę, zachęcam do przyglądnięcia się każdej, bo każda ma sens w zakresie, w jakim jest stosowana. Wreszcie czy zastanawiałeś/zastanawiałaś się kiedyś, jak system o elektronicznej naturze się uczy; jak jest w stanie zrozumieć to, co zaobserwował za pośrednictwem różnego rodzaju sensorów i podjąć samodzielnie decyzję w nowej dla niego sytuacji? Jeżeli nie, to warto się temu przyglądnąć, zwłaszcza jeżeli jest się tzw. osobą techniczną – dyscyplina ta bez wątpienia rozwija się dynamicznie i z pewnością coraz większe nakłady i zasoby będą inwestowane w badania oraz rozwój inteligencji implementowanej w technikę, a już teraz nie są one małe.

 

Przypis:
[1] Słownik języka polskiego PWN: https://sjp.pwn.pl/sjp/inteligencja; 2561737.html [dostęp: 31.05.2018]

 

Źródło: SEC&AS, wydanie 3/2018, s. 100

Powiązane

Infrastruktura krytyczna a terroryzm

08.11.2017

LAS VEGAS SHOOTING – ZARZĄDZANIE KRYZYSOWE (NIE TYLKO) W SZPITALU.

17.06.2019

Popularne

Zrób to sam. Kamera termowizyjna Część II
26.02.2018
Kamera termowizyjna. Część I
15.01.2018
Cz. 1. Jednostki miar wielkości fizycznych – układ jednostek SI i nie tylko.
13.09.2018

Sec&As

COPYRIGHT © 2017 RIPOSTA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. PROJEKT I REALIZACJA: RIPOSTA