Historia pewnego pożaru. DRZWI PRZECIWPOŻAROWE. Wpływ konstrukcji i materiałów na odporność ogniową. PROBLEMATYKA DRZWI PRZECIWPOŻAROWYCH NIESPEŁNIAJĄCYCH WYMAGAŃ.

Porozmawiajmy o rugby

Dzień 7 kwietnia 1823 roku, Rugby – robotnicze miasteczko w Anglii. Podczas szkolnych rozgrywek w piłkę nożną mimo zapalczywości obu drużyn utrzymywał się wynik remisowy. Nikt nie spodziewał się, że ten mecz zostanie później potraktowany jako historyczny moment. Otóż William Webb Ellis chwycił piłkę i przebiegł z nią na drugą stronę boiska, kładąc ją w bramce. Oczywiście punkt ten nie został uznany, rozgorzała dyskusja na temat złamania etyki sportowej przez niesfornego ucznia.
Wydarzenie to stało się jednak symbolicznym początkiem gry o nazwie „rugby” i upamiętniono je pomnikiem przed szkołą.
Do Polski rugby trafiło po zakończeniu I wojny światowej, wraz z repatriantami i misją wojskową z Francji. Pierwsza polska drużyna – założona przez Francuza Louisa Amblart’a – Orzeł Biały, rozegrała w 1922 roku pierwszy mecz z udziałem publiczności. To widowisko sportowe uzyskało bardzo przychylne opinie w prasie. W tym czasie zaczęto tworzyć drużyny, głównie przy jednostkach wojskowych czy szkołach wychowania fizycznego, które rozgrywały między sobą spotkania towarzyskie – mistrzostw Polski jeszcze nie organizowano. Na arenie międzynarodowej reprezentacja Polski pojawiła się dopiero w 1924 roku, kiedy to rozegrała mecze z dwoma drużynami reprezentującymi Rumunię (Propables – 0:46 i Possibles – 0:17). Niestety, europejski kryzys okresu międzywojnia, a także wycofywanie się francuskiej misji wojskowej z Polski wpłynęły niekorzystnie na dalszy rozwój tej pięknej dyscypliny w naszym kraju.
Około 1930 roku przestały funkcjonować ostatnie drużyny rugby w Polsce. Odrodzenie nastąpiło dopiero w 1954 roku, kiedy powstała pierwsza sekcja rugby, w Katowicach, a w 1956 roku trzej entuzjaści „owalnej piłki” – Andrzej Karpiński, Wojciech Wojdyłło, Wojciech Giełżyński – zwołali Ogólnokrajowy Zjazd Zwolenników Rugby, wraz z którym rozpoczął się okres odbudowy polskiego rugby.

 

 

O wielkiej przygodzie z rugby rozmawiamy z Krzysztofem Liedelem, wiceprezesem Polskiego Związku Rugby.

Katarzyna Dąbrowska: Jakie były początki wielkiej przygody z rugby, bo zacząłeś chyba dość późno uprawiać tę dyscyplinę?

Krzysztof Liedel: Sport towarzyszył mi od najmłodszych lat, w postaci gry w piłkę nożną czy uprawiania taekwondo WTF. Istotnym czynnikiem jest tu wpływ mojego ojca, Stanisława, który grał w hokeja w warszawskiej Legii i był mistrzem Śląska w szachach. Moja przygoda z rugby zaczęła się jednak nie od mojej fascynacji tą dyscypliną, ale od pasji mojego brata, Mariusza. Wciągnął mnie w treningi jako zawodnik sekcji rugby AZS AWF Warszawa, gdzie poznałem wielu zawodników i specyfikę tej gry i… uległem takiej samej fascynacji. Do tego stopnia, że niedługo po rozpoczęciu służby w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie stworzyliśmy wraz z kolegami pierwszą w Polsce policyjną drużynę rugby.

K.D.: Co szczególnego jest w tej dyscyplinie sportu? Zawodnicy grający w rugby wydają się traktować ją jako sposób na życie, a nie po prostu sport.

K.L.: Większość dalekowschodnich sztuk walki niesie ze sobą ideę samodoskonalenia, drogi do perfekcji. Takie jest też rugby. To sport, który kształtuje charakter, siłę, wolę walki i gotowość do poświęcenia się – nie tylko dla wyniku, ale i dla kolegi z drużyny. Więzi, które powstają pomiędzy zawodnikami, to więzy przypominające braterstwo broni: zaufanie i wiara, że nigdy nie zostaniesz sam – nie tylko na boisku, ale i poza nim, a może zwłaszcza poza nim.

K.D.: Twoje największe osiągnięcie w tym sporcie?

K.L.: Grałem w polskiej ekstraklasie, w składzie Orkana Sochaczew, i był to czas, kiedy ta drużyna należała do czterech najlepszych składów w Polsce. Pomijając czysto sportowe wyniki, za jeden ze swoich największych sukcesów uważam współpracę przy organizacji i kształtowaniu nowosądeckiej drużyny, która dziś jest prężnym ośrodkiem rugbowym na południu Polski.

K.D.: Jak myślisz, czy dynamiczny rozwój tej dyscypliny na świecie dosięgnie również Polskę?

K.L.: Oczywiście, że tak. Dowodem na to może być choćby fakt, że cały czas jestem zaangażowany w działania Polskiego Związku Rugby, jako wiceprezes Zarządu. Pracujemy nad rozwojem dyscypliny, inwestując na przykład w system szkolenia – trenerem naszej reprezentacji jest jeden z najlepszych szkoleniowców na świecie, pochodzący z Republiki Południowej Afryki Johannes „Blikkies” Groenewald. Warto zauważyć, że w tym roku jesteśmy organizatorami jednej z faz Grand Prix Series w odmianie 7-osobowej, turniej odbywa się w Łodzi. Staramy się także jak najbardziej popularyzować naszą dyscypliną, oswajając z nią coraz więcej osób.

K.D.: Gdybyś miał zachęcić kogoś do grania w rugby, jakich argumentów byś użył?

K.L .: Najważniejszą chyba cechą rugby jest jego wszechstronność. Swoje miejsce na boisku znajdzie właściwie każdy, kto będzie chciał grać, niezależnie od warunków fizycznych – od ciężkich zawodników, potrzebnych w młynie, w którym niezbędne są potężna masa i siła, do zwinnych i szybkich zawodników ataku. To sport, który jest otwarty dla wszystkich i wszystkim pozwala się doskonalić. Nie tylko fizycznie zresztą. Pomaga w kształtowaniu wewnętrznej dyscypliny i przyswajaniu tych wartości, które przekładają się na funkcjonowanie poza boiskiem.

K.D.: Co radziłbyś ludziom, którzy chcieliby spróbować swoich sił w rugby, jednak boją się o swoje zdrowie, boją się tego, że nie dadzą sobie rady?

K.L.: Żeby zrobili pierwszy krok. Znajdź w sobie chęci, potem znajdź klub – i sprawdź się. Każda droga ma swój początek, a w wypadku rugby ta droga to szansa powiększania swoich możliwości, przekraczania własnych granic i spotykania po drodze ludzi, którzy będą cię wspierać w każdych okolicznościach.

K.D.: W Polsce panuje przekonanie o brutalności i kontuzyjności gry w rugby. Ile w tym prawdy?

K.L.: Nie ma chyba sportu, w którym kontuzje by się nie zdarzały. W rugby jest podobnie i podobnie jak w innych dyscyplinach najwięcej w tym kontekście zależy od zawodnika i jego przygotowania. Zawodnik dobrze prowadzony, szkolony i przygotowany wie, jak się zachować na boisku, wie jak unikać kontuzji. Co więcej, rugby to dyscyplina, w której są bardzo jasno określone granice tego, co wolno, a czego nie wolno zrobić w stosunku do przeciwnika, i są one bardzo ściśle przestrzegane… Trzeba też pamiętać, że rugby to więcej niż jedna odmiana tego sportu. Na przykład wspomniana wcześniej 7-osobowa odmiana rugby jest znacznie mniej kontaktowa, a wynik meczu zależy w znacznie większym stopniu od szybkości i zwinności zawodników niż fizycznych starć na murawie. Coś dla siebie znajdą także kobiety i młodzież. W Polsce kobiety grają właśnie w rugby 7. Dla młodszych zawodników opracowano natomiast bezkontaktową wersję rugby, czyli rugby TAG. W trakcie meczu nie wolno wchodzić w kontakt z przeciwnikiem. Aby odebrać piłkę drużynie przeciwnej, musimy zerwać dwa tagi (materiałowe znaczniki) zawodnikowi posiadającemu piłkę i krzyknąć „tag”.

K.D.: Czy masz, jeśli chodzi o rugby, jakieś autorytety, zawodników i trenerów, do których się odwołujesz, myśląc o tej dyscyplinie?

K.L.: Jednym z najważniejszych dla mnie – i dla rugby w Polsce – ludzi jest Andrzej Kopyt. To legendarny zawodnik i trener, człowiek, który budował podwaliny tej dyscypliny w Polsce, to jest od drugiej połowy lat pięćdziesiątych. Kolejną taką osobą jest dla mnie Grzegorz Michalik, wieloletni zawodnik AZS AWF Warszawa, kolega z boiska, trener, a teraz jeden z najlepszych sędziów w Polsce. Nie mogę też nie wspomnieć o ludziach, z którymi w rugby grałem i którzy są dla mnie osobiście równie ważni, jak sportowo. To Mariusz Liedel, mój brat i człowiek, który – jak już wspomniałem – wciągnął mnie w rugbową przygodę, oraz Marcin Danieluk.

K.D.: Czy myślałeś kiedyś o karierze trenerskiej?

K.L.: Moja kariera zawodowa związana jest od samego początku z bezpieczeństwem, zatem rugby było dla mnie pasją „po godzinach”, nie myślałem o związaniu się z tym sportem zawodowo. Zresztą zawsze miałem wrażenie, że moje zawodowe zainteresowania nie odstają od sportowej pasji.

K.D.: Twoim zdaniem rugby i zwalczanie terroryzmu jakoś się ze sobą łączą?

K.L.: Nie bezpośrednio oczywiście, ale można znaleźć wiele wspólnych punktów. Choć może wydawać się to zaskakujące, rugby, zwłaszcza poza granicami Polski, spotyka się z systemem bezpieczeństwa. Już wspominałem o tym, że rugby kształtuje dyscyplinę, siłę woli i sprawność fizyczną. To dlatego na przykład we Francji czy w Anglii, czyli w krajach, w których rugby to gra mająca długie tradycje, jest często wykorzystywane jako element przygotowania fizycznego. Międzynarodowe rozgrywki reprezentacji sił zbrojnych i policji to uznane zmagania na wysokim poziomie sportowym.

K.D.: Czy jest coś jeszcze, co warto powiedzieć o rugby?

K.L.: Cóż… Jest jeszcze coś, o czym koniecznie trzeba wspomnieć. Mecz rugby trwa dwa razy po czterdzieści minut, ale tylko teoretycznie. Prawdziwy mecz rugby ma bowiem trzecią połowę, która obywa się już poza boiskiem. To moment, w którym szczególny wyraz znajduje braterstwo i zwyczajna sympatia pomiędzy zawodnikami i kibicami. My lubimy się razem bawić, lubimy ze sobą przebywać. To chyba powinno najlepiej świadczyć o tym, że warto zastanowić się nad tym, żeby rugby poznać lepiej. Zapraszam na mecz!

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: SEC&AS, wydanie 3/2017, s. 108

Powiązane

Mały Brat patrzy.

15.03.2018

Na morzu nie ma demokracji

14.12.2017

Popularne

Zrób to sam. Kamera termowizyjna Część II
26.02.2018
Kamera termowizyjna. Część I
15.01.2018
Licencja na zakochanie.
02.09.2018

Sec&As

COPYRIGHT © 2017 RIPOSTA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. PROJEKT I REALIZACJA: RIPOSTA