BLOG NIEINTERNETOWY. Wpis 1

Autor: Krzysztof Ciesielski

Dzień dobry!

OK, dałem się namówić. Nie pisałem do prasy od lat. Niektórzy mogą pamiętać, inni mogą nie kojarzyć tego, że ja to ja. W ostatnim czasie nie udzielam się zbytnio „publicznie”. Mam co robić. Tak więc dajcie mi szansę, zrelaksujcie się i poczytajcie o mojej przygodzie z YouTube.

Jak każdy człowiek (mam nadzieję) oprócz roboty potrzebuję czegoś innego. Czegoś, co dostarczy mi relaksu i skieruje moją uwagę na całkiem inny obszar. W ten sposób powstał mój kanał na YouTube – Prosto o bezpieczeństwie. „Powstał” to trochę za dużo powiedziane – kilka kliknięć i już można oglądać.

Pierwszym wyzwaniem okazało się tworzenie treści wideo do takiego kanału. Mogłoby się to wydawać trywialne, bo właściwie każdym smartfonem można teraz nagrać filmik i wrzucić to do sieci – prawda? Zapewniam Was, że to nie jest wcale takie proste, jeśli nie chce się z siebie zrobić pośmiewiska (a i tak nie mam pewności, że tak właśnie się nie stało).

Wystartowałem. Wiedziałem, że chcę zrobić coś o bezpieczeństwie. Pomyślałem, że skoro bezpieczeństwo jest jedną z najważniejszych potrzeb w życiu człowieka, to że będzie to supertemat i ludzie będą to oglądać. Czy to logiczne? Wydawało mi się, że tak. Okazało się jednak, że główną potrzebą widzów na YouTube jest rozrywka i gadżety elektroniczne. To zdecydowanie tam dominuje – takie czasy. Przebicie się z innymi treściami jest bardzo trudną misją, ale zaczynając, nie wiedziałem o tym.

Drugą niespodzianką okazało się to, że do nagrywania wideo konieczny jest odpowiedni sprzęt. Nawet w miarę przyzwoity smartfon to jednak za mało. Odgrzebałem starego Lumixa GX7. W 2012 to był bardzo dobry aparat i do dzisiaj jest całkiem, całkiem. Niestety, szybko okazało się, że do kręcenia wideobloga się nie nadaje. Dlaczego? Dlatego, że nie ma obracanego ekranika, tak żeby można było zobaczyć się w nim podczas filmowania. Chodzi o to, że patrzysz w obiektyw i jednocześnie widzisz się na ekraniku. To takie „selfie” wideo. Więc rozpoczęło się to, co tygrysy lubią najbardziej… Znajdź i kup. Znalazłem. Sony RX100mV. Drogie to cholerstwo, ale było warto. I po kilku miesiącach używania dalej tak uważam.

W końcu filmuję. Ustawiłem na stojaczku – fachowym oczywiście. Nagrywam. Widzę siebie bardzo ostro i wyraźnie, mimo że na małym, 3” ekraniku. Tak na próbę coś mówię. Kompletna porażka i rozczarowanie. Czy ja naprawdę jestem taki fatalny? Jak tak się nagracie i potem to odtworzycie kilka razy, to można dojść do wniosku, że ja to nie ja. Trzeba mocno popracować nad autoprezentacją – jak się mówi, jak gestykuluje, jakie się miny robi – w filmie wszystko wychodzi.

Od razu okazało się też, że oprócz wizji trzeba dobrze zrobić fonię. Mikrofon z kamery to za mało. Zbiera wszystko dookoła. Czyli mikrofon jest potrzebny. I znowu to, co tygrysy lubią najbardziej. Znajdź i kup. Znalazłem mikrofon krawatowy Rode. Jest świetny, podłączam do iPhone’a i synchronizuję fonię z wizją w postprodukcji. W końcu usłyszałem siebie w swoim filmie i nie był to głos jak ze studni. Już siebie widzę i słyszę. Tylko widzę jakoś ciemno. Jak jest film, to muszą być światła, prawda? No, to znowu tygrys wyruszył na łowy. Przecież muszę być dobrze widoczny. I tak dalej, i tak dalej. Tutaj pominę co mniejsze szczegóły techniczne i zakupowe. Zakupiłem softboksy i żarówki 5500 K. W miarę to już jakoś wygląda.

W końcu nagrywam pierwszy odcinek – #1 Zaproszenie. Plan miałem taki, aby w kilka minut opowiedzieć o tym, co to jest to bezpieczeństwo. Pierwszą koncepcją było to, aby przedstawić bezpieczeństwo jako stan naszego umysłu. Przecież możemy czuć się bezpiecznie lub niebezpiecznie. Próbowałem wskazać pewien paradoks – mianowicie w większości reklam czy informacji w mediach jest używane sformułowanie „czuć się bezpiecznym”. Dlaczego mamy się tylko czuć bezpiecznie? My chcemy przecież być realnie bezpieczni, a nie tylko tak się czuć! Kilka razy starałem się przed kamerą wytłumaczyć potencjalnym widzom, że bezpieczeństwo to stan naszego umysłu, ale czuć się bezpiecznym nie wystarczy. Finalnie doszedłem do wniosku, że sam nie zgadzam się z tym, co mówię.

Oczywiście określenie „jestem bezpieczny” to stan naszego umysłu, ale na ten stan wpływa przecież otoczenie, w którym się znajdujemy – to otoczenie może być bezpieczne lub niebezpieczne. No i tu zaczęły się schody. Problem w tym, czy potrafimy właściwie ocenić bezpieczeństwo otoczenia, w którym się znajdujemy. Poszukałem trochę w Internecie i natrafiłem na interesującą definicję bezpieczeństwa, która pasuje do tego, co chciałbym powiedzieć i do tego, co czuję. Jest to skala oceny stanu bezpieczeństwa, zaproponowana przez Daniela Freia. Według niego:

■ brak bezpieczeństwa to sytuacja, kiedy zagrożenie jest duże i potrafimy poprawnie to ocenić;

■ obsesja – kiedy zagrożenie jest małe, ale my oceniamy je jako duże;

■ fałszywe bezpieczeństwo – kiedy zagrożenie jest duże, ale nie potrafimy tego prawidłowo ocenić;

■ realne bezpieczeństwo – kiedy nie ma zagrożeń i potrafimy to poprawnie ocenić.

Tu pojawiają się kluczowe kwestie związane z bezpieczeństwem, czyli zagrożenie i umiejętność jego poprawnej oceny, czyli monitoring. Dla nas, ludzi z branży, to jest oczywiste, ale czy dla przeciętnego „Nowaka” również? Chyba nie.

Dlatego pojawiło się w mojej głowie pytanie, czy istnieje jakakolwiek szansa, aby z takim przekazem dotrzeć do odbiorców YouTube. Jak to zaprezentować? Przecież miało być „prosto o bezpieczeństwie”. Wniosek – nie da się mówić prosto o bezpieczeństwie. Temat jest trudny, wymaga czasu i zrozumienia. Czyli raczej nie wpasowuje się w konwencję mediów społecznościach, w tym YouTube. Mimo to robię kolejne odcinki. Nie spodziewam się dziesiątek, setek tysięcy subskrypcji czy wyświetleń filmu – przede wszystkim nie robię tego dla pieniędzy. Cieszy mnie, jak film zostanie obejrzany 100 czy 200 razy. Uczę się tego. Szukam konwencji i tematów. Proszę widzów o doping i konstruktywną krytykę, tak abym miał siłę do realizacji tego i tak żebym mógł ulepszać te materiały.

Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję, że dotarliście do tego miejsca w tym materiale – to znaczy, że darowaliście mi swój cenny czas. Dziękuję za to.

„Do przeczytania” w następnym numerze i oczywiście „do oglądnięcia” na Prosto o bezpieczeństwie.

Źródło: SEC&AS, wydanie 4/2017, s. 94

Powiązane

Kamera termowizyjna. Część I

15.01.2018

Porozmawiajmy o rugby

16.10.2017

Popularne

Zrób to sam. Kamera termowizyjna Część II
26.02.2018
Kamera termowizyjna. Część I
15.01.2018
Licencja na zakochanie.
02.09.2018

Sec&As

COPYRIGHT © 2017 RIPOSTA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. PROJEKT I REALIZACJA: RIPOSTA