Podróżnik bez powodu

Z entuzjastką samotnych podróży z plecakiem po świecie, Katarzyną Maniszewską, rozmawia Katarzyna Dąbrowska.

 

Czy podróże faktycznie kształcą? Jak przygotować się do swojej pierwszej samodzielnej wyprawy? O czym należy pamiętać i dlaczego zawsze warto uważać na gesty? Na te i inne pytania odpowiada Katarzyna Maniszewska – entuzjastka samotnych podróży z plecakiem po świecie, a poza tym doktor nauk humanistycznych, absolwentka germanistyki i dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego – w rozmowie z Katarzyną Dąbrowską.

 Katarzyna Dąbrowska.: Dziękuję, że zgodziłaś się opowiedzieć o swoich podróżach naszym czytelnikom. Mam nadzieję, że Twoja historia zainspiruje innych do odkrywania świata. Na początku chciałabym zapytać, skąd wzięła się u Ciebie pasja do podróżowania?

Katarzyna Maniszewska: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Chyba towarzyszyła mi od zawsze, geografią i historią interesowałam się od najmłodszych lat, czytałam dużo książek podróżniczych, które tylko podsycały ciekawość świata…

K.D.: Jakie kierunki wybierasz i skąd bierzesz pomysły na kolejne wyprawy?

K.M.: Pomysły czasem przychodzą spontanicznie lub wynikają z bieżących zainteresowań. Często inspiracją i wyznacznikiem trasy są… tanie bilety.

K.D.: Jak wyglądają Twoje przygotowania do podróży? Pakujesz plecak i…?

K.M.: I jadę. Staram się niczego nie planować przed wyjazdem, nie robię rezerwacji, nie mam sprecyzowanych planów. Często zdaję się na łut szczęścia – stąd zresztą tytuł mojej książki: Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia.

K.D.: W swoich podróżach nie skupiasz się na miejscach zazwyczaj odwiedzanych przez turystów, ale czy nigdy nie żałowałaś, że nie zobaczyłaś w danym kraju czegoś, co jest główną atrakcją turystyczną?

K.M.: Rzeczywiście często przemierzam kraje poza utartymi szlakami, ale nie żałuję. Poza tym to nie jest tak, że unikam atrakcji turystycznych, staram się po prostu coś więcej zobaczyć i czegoś więcej dowiedzieć o danym kraju, codziennym życiu, zwyczajach i tradycjach.

K.D.: Właśnie wróciłaś z Filipin, gdzie uczyłaś się… boksu. To dość nietypowy pomysł na poznanie tego regionu. Skąd ta nowa pasja?

K.M.: Boksem zainteresowałam się, będąc poprzednio, ponad rok temu, na Filipinach. Zorientowałam się, że w tym kraju boks jest rodzajem sportu narodowego. Miałam wrażenie, że wszyscy ćwiczą boks. Po powrocie do Polski postanowiłam sama spróbować. Zapisałam się do klubu Fenix Fight Club na warszawskiej Pradze. Rewelacyjne miejsce, a ten sport spodobał mi się na tyle, że zdecydowałam, iż będę się dalej szkolić na Filipinach właśnie. Przy okazji chciałam również dowiedzieć się więcej o bieżącej – trudnej, ale ciekawej – sytuacji społeczno-politycznej.

K.D.: Oprócz treningów w salach bokserskich Filipin udało Ci się coś zwiedzić? Co spotkało Cię w tej podróży, a może zaskoczyło?

K.M.: No właśnie, choć zwiedzałam Filipiny szlakiem sal bokserskich (spędziłam tam ponad miesiąc i trenowałam w siedmiu salach), chciałam zorientować się na miejscu w nastrojach społecznych i sytuacji. Wybrałam się m.in. na wyspę Mindanao, na której wprowadzono stan wojenny (zresztą przedłużony ostatnio do grudnia 2017 r.).

K.D.: Jesteś wielbicielką muzyki rockowej. Jaką muzykę zabierasz w swoje podróże? Jest to w większości stały zestaw ulubionych kawałków czy raczej specjalnie skomponowana lista, dopasowana do danego miejsca?

K.M.: Muzyka jest nieodłączną częścią moich eskapad, a odpowiednio dobrana ścieżka dźwiękowa nadaje dodatkowy kontekst odwiedzanym miejscom. Nie mam stałej playlisty, dobieram utwory do odwiedzanych miejsc, ale jest kilka piosenek, które zawsze mam ze sobą, np. All along the watchtower.

K.D.: Każda podróż jest niezwykła, bo przecież każde miejsce na świecie ma swój niepowtarzalny urok. Czy odbyłaś taką wyprawę, którą uznajesz za najfajniejszą?

K.M.: Myślę, że moja podróż w 40 dni dookoła świata była dość niezwykła. Mimo relatywnie krótkiego czasu bardzo wiele zobaczyłam i nauczyłam się. A odwiedziłam w trasie kraje mniej „oczywiste” turystycznie, m.in.: Paragwaj, Vanuatu, Zimbabwe, jak i relatywnie popularne wśród podróżujących, takie jak Argentyna czy Australia.

K.D.: Czy są miejsca, do których wracasz?

K.M.: Jednym z takich miejsc jest Sulawesi. Arcyciekawe miejsce! Sulawesi, zwana dawniej Celebes, to indonezyjska wyspa o fantazyjnym kształcie skorpiona, położona na równiku, między Borneo a Papuą. W regionie Tana Toraja wierzy się, że najważniejszym dniem w życiu człowieka jest jego pogrzeb. Tradycje i wierzenia z tym związane są fascynujące. Z kolei w Centralnej Prowincji Sulawesi zobaczyć można posągi bardziej zagadkowe niż moai z Wyspy Wielkanocnej.

K.D.: Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie z wypraw?

K.M.: Nie umiem powiedzieć. Z każdej podróży przywożę masę wspaniałych wspomnień. Oczywiście, nie zawsze jest lekko, zdarza się i zwątpienie, i złość, ale to wszystko jest (przynajmniej dla mnie) częścią doświadczenia, jakim są podróże. Jak pisał Jack Kerouac w Samotnym podróżniku: rzecz jasna podróżowanie po świecie nie jest tak wspaniałe, jak się wydaje; dopiero po powrocie z tego całego upału i horroru zapominasz o tym, co cię wkurzało, a przypominasz sobie te wszystkie niesamowite sceny, które widziałeś.

K.D.: Zazwyczaj podróżujesz sama. Wiem, że nie lubisz tego pytania, czy nie boisz się podróżować w pojedynkę, ale czy sądzisz, że ten fakt wpływa jakoś na nastawienie ludzi wokół Ciebie w trakcie wyprawy? Słyszałam o kilku sytuacjach, w których bywało niebezpiecznie podczas Twojej poprzedniej wyprawy.

K.M.: Nie, nie boję się podróżować sama i rzeczywiście, podróżując samodzielnie, łatwiej nawiązać kontakt, porozmawiać, dowiedzieć się więcej o lokalnym życiu i problemach, a na tym mi szczególnie zależy, kiedy zbieram materiały do swoich publikacji.

K.D.: W swojej książce opisujesz, jak jadłaś karaluchy i pająki w Kambodży. To brzmi dość dziwnie, jakie jeszcze inne doznania kulinarne miałaś podczas swoich podróży?

K.M.: Staram się próbować różnych, czasem osobliwych, lokalnych przysmaków (chociaż są granice, których bym w życiu nie przekroczyła). Jadłam np. w Wietnamie surowe serce kobry, w Zimbabwe gąsienice mopani, w Vanuatu nietoperza. Próbowałam skorpiona, świerszczy, krokodyla, węży.

K.D.: Często czytamy o nieodpowiednim zachowaniu naszych turystów podczas odwiedzania innych krajów. Ty przez te lata zetknęłaś się z różnymi kulturami – powiedz nam, jakich zachowań powinniśmy unikać podczas zagranicznych podróży.

K.M.: To bardzo szerokie pytanie… Taki zbiór zasad sprowadza się w gruncie rzeczy do zdrowego rozsądku, np. nie chodzimy w nocy po podejrzanych dzielnicach, nie pijemy napojów z obcymi ludźmi, w szczególności nie przyjmujemy napojów od obcych. Pod żadnym pozorem nie robimy sobie żartów z religii i nie odnosimy się do niej lekceważąco! I nie obrażamy liderów danego kraju. Nie wiemy, z kim będziemy rozmawiać, możemy wiedzieć dobrze, że Mugabe to dyktator, który doprowadził kraj do ruiny, ale rozmawiając z przygodnie spotkanym mieszkańcem Zimbabwe, niekoniecznie musimy się dzielić „na dzień dobry” tymi przemyśleniami. Pamiętajmy, że w krajach, w których demokracji brak, możemy sprowadzić na naszych rozmówców realne niebezpieczeństwo, rozprawiając o polityce (co nie znaczy, że w ogóle nie możemy tego robić, ale należy wyczuć sytuację, znaleźć spokojne miejsce do rozmowy, tak żeby np. nie być podsłuchanym przez jakiegoś „uczynnego”). Okazujmy szacunek. W Tajlandii np. prowadzona jest kampania skierowana do turystów, aby nie używać wizerunku Buddy w celach dekoracyjnych. Nie kupować „pamiątek” z Buddą, nie robić sobie tatuaży z wizerunkiem Buddy, gdyż to obraża uczucia religijne. W Australii jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych jest park krajobrazowy Uluru, słynący ze spektakularnych formacji skalnych, wśród nich monolitu Uluru, słynnej czerwonej skały. Dla nas ta skała to ciekawostka turystyczna, dla Aborygenów miejsce kultu, a zatem nie wdrapujemy się na nią, bo to jest tak, jakby do nas przyjechał turysta i próbował się wdrapać na ołtarz w katedrze…

Warto uważać na gesty, nie sposób spamiętać wszystkich, które w danym państwie mogą być uważane za obraźliwe, ale zwracajmy na to uwagę. Zalecam ostrożność, zwłaszcza przy gestach ukazujących palce (wyciągnięty palec wskazujący np. na Filipinach uważany jest za obraźliwy), w krajach muzułmańskich lewa ręka uważana jest za „brudną”, jemy tylko prawą ręką, podajemy rzeczy rozmówcy prawą ręką. Z kolei w wielu państwach Azji karty (wizytówki, płatnicze) podaje się dwoma rękami, podanie karty jedną ręką świadczy o braku szacunku. Ale taka mowa ciała to nie tylko ręce, np. na Sulawesi nie wolno wystawiać stóp w kierunku ludzi, kiedy siedzimy na podłodze, bo to obraźliwe. Poza tym w podróżach obserwuję czasem demonstracyjny wręcz brak szacunku do innych, traktowanie lokalnych mieszkańców z góry, z wyższością, i lekceważenie zwyczajów. Nie przestaje mnie zadziwiać, jak niekulturalnie turyści z naszej części świata potrafią się zachowywać, tak jakby wszystko im było wolno i musieli się „wyszumieć”. To zresztą możemy niekiedy obserwować w przypadku turystów odwiedzających nasz kraj. Skoro nie pochwalamy takich zachowań np. w naszym Krakowie, nie zachowujmy się tak, jadąc np. do Bangkoku…

K.D.: Często mówi się, że podróżowanie to jest droga w głąb samego siebie. Czego nauczyłaś się o sobie, podróżując? Czy to Cię w jakiś sposób zmieniło?

K.M.: Powtarzam często, że samotne, niskobudżetowe podróże z plecakiem to znakomity sposób na sprawdzenie własnych możliwości – pomysłowości, zaradności i zdolności komunikacyjnych. Podróżowanie wiele mnie nauczyło, w obszarze komunikacji międzykulturowej, zdolności negocjacyjnych, zachowania spokoju, dystansu, również radzenia sobie z różnymi przeciwnościami losu i asertywności.

K.D.: Co jest najważniejsze w Twoich podróżach? Piszesz w swoich książkach o odkrywaniu nieznanych miejsc, nowych doznaniach, emocjach i poznawaniu ludzi, czy właśnie to jest dla Ciebie najważniejsze?

K.M.: Edukacja. Podróże to najlepsza szkoła, kopalnia wiedzy o świecie. Ale też o sobie samym.

K.D.: Są ludzie, którzy też czują pociąg do odkrywania świata, ale boją się, że wiąże się to ze zbyt dużym ryzykiem lub kosztami. Co powiedziałabyś takim osobom?

K.M.: Ryzyko można rozumnie minimalizować. W mojej nowej książce Podróżnik bez powodu. W 40 dni dookoła świata, która ukaże się na jesieni, zawarłam porady dotyczące bezpieczeństwa dla osób, które chciałyby również wyruszyć z plecakiem w świat. A jeśli chodzi o koszty – podróżowanie nie jest tanim hobby, ale z drugiej strony mówimy tu o wędrowaniu z plecakiem, spaniu w hostelach i tanich hotelach. Można zwiedzać świat, ograniczając wydatki. Poza tym w wielu przypadkach to kwestia pewnej dyscypliny finansowej i priorytetów (ja zamiast rzeczy wolę zbierać pieczątki w paszporcie). Przy tej okazji zachęcam także do odpowiedzialnego podejścia do turystyki, również w wymiarze finansowym. Podróżując po krajach rozwijających się, obserwuję czasem, jak turyści z naszej bogatej Europy targują się, próbując zbijać ceny do minimum. A pamiętajmy, że dla nas ten jeden dolar wielkiej różnicy nie czyni, a dla kogoś tam, na miejscu, owszem…

K.D.: Kończąc, zapytam, czy to, że współpracujesz z Centrum Badań nad Terroryzmem CC, wpływa jakoś na podróże. Sądzisz, że zwracasz uwagę na trochę inne rzeczy niż typowy turysta?

K.M.: Zdecydowanie. W każdym z odwiedzanych państw zwracam uwagę na kwestie związane z sytuacją polityczną, szczególnie w wymiarze bezpieczeństwa. Jest to jeden z motywów moich podróży, który pomaga mi później w pracy naukowej.

K.D.: Czy możesz jeszcze zdradzić nam swoje plany podróżnicze na najbliższą przyszłość?

K.M.: Myślę o podróży dookoła świata, ale tym razem jadąc z Europy na wschód, półkulą północną. Moja poprzednia podróż dookoła globu prowadziła na zachód, półkulą południową. Chciałabym również odwiedzić Kolumbię, gdzie na północy kraju w dżungli odwiedzić można tajemnicze Zaginione Miasto.

K.D.: Czego wobec tego życzyć podróżnikowi?

K.M.: Jak każdemu – szczęścia i możliwości realizacji marzeń (w tym przypadku podróżniczych).

K.D.: W takim razie życzę Ci tego wszystkiego, o czym przed chwilą wspomniałaś, a od siebie dodam jak najwięcej przebytych kilometrów i niesamowitych ludzi spotkanych na swojej drodze.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: SEC&AS, wydanie 4/2017, s. 104

Powiązane

Jerozolima - miasto o wielu twarzach.

01.03.2019

Podróże z Makłowiczem. Na Huculszczyznę!

14.08.2017

Popularne

Zrób to sam. Kamera termowizyjna Część II
26.02.2018
Kamera termowizyjna. Część I
15.01.2018
Licencja na zakochanie.
02.09.2018

Sec&As

COPYRIGHT © 2017 RIPOSTA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. PROJEKT I REALIZACJA: RIPOSTA